Tajfunowe książki roku 27 grudnia 2018 – Opublikowane w: Księgarnia

Trudno uwierzyć, że Tajfuny działają dopiero dwa miesiące – tyle się przez ten czas wydarzyło! Polecałyśmy Wam dziesiątki książek – podczas pogaduch w naszej księgarni, na naszych mediach społecznościowych i tutaj. Ale co zrobiło na nas największe czytelnicze wrażenie w tym roku? O tym przekonacie się poniżej.

Karolina

W ramach odpoczynku po pisaniu Kwiatów w pudełku starałam się czytać mniej reportaży niż zwykle, choć i tak nie udało mi się zrobić od nich całkowitych wakacji. Największe wrażenie zrobiła na mnie chyba książka Ghosts of the Tsunami Richarda Lloyda Parry’ego – to świetne dziennikarskie śledztwo. Autor przez pryzmat jednej szkoły, w której zginęło ponad siedemdziesięcioro dzieci (a w reszcie całego regionu – tylko jedno), próbuje zrozumieć, co nie zadziałało w tym konkretnym miasteczku, mimo pozornie idealnych procedur bezpieczeństwa. Rozmawia z rodzicami pogrążonymi w żałobie, z nauczycielami, którzy próbują wymigać się od odpowiedzialności, z aktywistami. Na wiele miesięcy staje się częścią społeczności i próbuje zrozumieć “dlaczego?”.

Kolejnym reportażem, który połknęłam dosłownie w jeden dzień to Ulica Wiecznej Szczęśliwości Roba Schmitza, w której autor opowiada o Szanghaju i całych Chinach z perspektywy jednej uliczki i robi to na tyle dobrze, że po skończeniu książki, zaczęłam sprawdzać ceny biletów do Szanghaju.

Ale o dziwo ten rok minął mi raczej pod znakiem prozy. I przyznam szczerze, że bardzo trudno byłoby mi wybrać ulubioną powieść tego roku. Zachwyciłam się totalnie Territory of Light Yūko Tsushimy – jedną z najpiękniejszych książek, które czytałam ostatnimi laty. Kolejnym hitem było Convenience Store Woman Sayaki Muraty – i żałuję bardzo, że Tajfunom nie będzie dane wydać polskiego tłumaczenia, bo ta książka jest totalnym sztosem. W przyszłym roku z chęcią poznam też więcej literatury z Azji Południowo-Wschodniej, np. z Indonezji, bo Home Leili Chudori nie dość, że mnie nauczył sporo o indonezyjskiej historii, to jeszcze zapewnił mi relaks na kilka letnich wieczorów.

Ten rok należał jednak do opowiadań. Jednym z moich większych tegorocznych odkryć był zbiorek River of fire Oh Jung-Hee, a Toddler Hunting and Other Stories Taeko Kōno mnie totalnie zmiażdżył pod koniec roku. Do tej pory wspominam też Ministry of Moral Panic Amandy Lee Koe, pisarki z Singapuru, której awangardowe podejście i do narracji i do tematyki i do języka przyciągnęło mnie od pierwszych stron i nie mogę się doczekać, aż wyda coś nowego. Ponoć w przyszłym roku szykuje się w Stanach wydanie jej pierwszej powieści, a jej opowiadania mają zawitać do Wielkiej Brytanii (więc wygląda na to, że przemycimy też trochę Singapuru w Tajfunach :>)

No i dwa pierwsze zdania w „Filling up with sugar” Yūtena Sawanishi (znajdziecie je w The Penguin Book of Japanese Short Stories), które zrobiły mi cały rok!!

Ania

W 2018 roku zmieniałam swoje czytelnicze przyzwyczajenia – dzięki Tajfunom mogę czytać dużo więcej, śledzenie azjatyckich rynków wydawniczych to główna część mojej pracy, ale muszę to robić bardzo krytycznie. Do tej pory starałam się dawać książce szanse aż do samego końca, w nadziei (lub obawie?), że „to coś”, czego szukam kryje się stronę dalej, a ja nigdy tego nie odnajdę, jeśli odłożę lekturę w trakcie. Teraz czytam mnóstwo fragmentów – rozdziałów i opowiadań drukowanych w prasie, próbek z Amazona, po kilkanaście stron drukowanej książki – i jeśli to nie jest głos, którego szukam, bez wyrzutów sumienia odkładam tekst na półkę, gdzie będzie czekał na inny, bardziej sprzyjający moment.

Podobnie jak Karolinie, mój rok również minął pod znakiem świetnych opowiadań, z różnych stron świata. Z ogromną przyjemnością czytałam krótkie formy Mieko Kawakami, Mitsuyo Kakuty czy Aoko Matsudy czy Hiroko Oyamady – niezwykle ciekawych japońskich pisarek, kobiecych, oryginalnych i intrygujących. Państwo Środka świetnie reprezentowała mieszkająca w USA Yiyun Li i jej Tysiąc lat dobrych modlitw, wydane po polsku w 2011 przez Czarne w tłumaczeniu Michała Kłobukowskiego. Krótka forma w 2018 roku to też George Saunders, Julian Barnes i – last but not least – Marcin Wicha i nagrodzone Nike przepiękne Rzeczy, których nie wyrzuciłem.

Dwie książki z tajfunowej selekcji zostały w mojej głowie najdłużej – Hideo Furukawa i jego Horses, Horses, in the End the Light Remains Pure: A Tale that Begins with Fukushima oraz One Hundred Shadows Hwang Jungeun. Ta pierwsza porywa i fascynuje, język Furukawy płynie tak, że nie sposób się oderwać (ogromny ukłon przed tłumaczami wersji angielskiej Dougiem Slaymakerem i Akiko Takenaką). To książka niezwykle emocjonalna, esej/reportaż, w którym wstrząsająca rzeczywistość po przejściu fali tsunami w marcu 2011 miesza się ze światem fikcji. Wśród opuszczonych domów i porzuconych przez właścicieli zwierząt, autor spotyka postaci ze swoich tekstów; to, co widzi, skłania go do rozważań o historii, społeczeństwie, literaturze i powinnościach pisarza w świetle tak znaczących dla całego narodu zdarzeń. Opowieść Hwang Jungeun o znikających cieniach i starych sklepikach z elektroniką w centrum seulskich „slumsów” zachwyciła mnie zarówno treścią i formą. Uwielbiam, kiedy autorzy tak świadomie konstruują swoje teksty, kiedy nawet znaki interpunkcyjne (lub ich brak) oddzielające linie dialogów są istotne. One Hundred Shadows – jak każdy sen – zaczyna i kończy się nagle i pozostawia ochotę, by jeszcze raz zanurzyć się w tekście, poszukać nowych znaczeń i interpretacji.

A jaki był Wasz czytelniczy rok 2018? Jaka książka najbardziej zapadła w Waszej pamięci? No i jakie tytuły znaleźliście pod choinką? 🌊

« Osamu Dazai “Poranek”
Nominacje do Nagród Akutagawy i Naoki »