Dzień mangi: Tezuka, Mizuki, Taniguchi 9 lutego 2019 – Opublikowane w: Japonia, Księgarnia

Wiecie, że 9 lutego świętujemy Dzień Mangi? To właśnie tego dnia przypada rocznica śmierci Osamu Tezuki, jednego z prekursorów japońskiej animacji, wybitnego mangaki i „ojca” współczesnego japońskiego komiksu. Może więc warto tę sobotę spędzić z komiksem? Jeśli nie macie jeszcze swojego ulubionego, polecamy kilka tytułów, które mamy na tajfunowych półkach.

Osamu Tezuka (1923-1989): Ayako

Pan w berecie, golfie i okularach w grubych oprawkach – Osamu Tezuka sam był tak charakterystyczny jak postacie, które wykreował. Pochodził z Kansai, regionu w środkowej Japonii. Urodził się w Toyonace pod Osaką, ale dzieciństwo spędził w Takarazuce, miasta słynącego ze swojej kobiecej rewii, a gdzie dziś stoi jego Muzeum. Miał zostać lekarzem, w 1945 został przyjęty na Wydział Medycyny na Uniwersytecie w Osace, ale…  wygrało zamiłowanie do komiksu, które przejawiał od najmłodszych lat. Rysował w każdej wolnej chwili, podobno nawet na wykładach. Co ciekawe, pomimo sukcesów, które jako mangaka (czyli twórca mangi) zaczął odnosić już na studiach, Tezuka nigdy ich nie porzucił i został dyplomowanym lekarzem. Nigdy jednak nie podjął praktyki. Teoretyczną wiedzę medyczną wykorzystał jednak w swoich komiksach.

Najbardziej rozpoznawalną postacią wykreowaną przez Osamu Tezukę jest zapewne Tetsuwan Atom, w świecie znany jako Astro Boy. Chłopiec-robot, ze szpiczastą czupryną i w wysokich butach, z uroczą buzią. Może kojarzyć się trochę z wczesnymi rysunkami Walta Disneya – niebezpodstawnie: Tezuka był wielbicielem filmów Disneya, wieść niesie, że Bambiego oglądał kilkadziesiąt razy, sam również jest autorem mangi o tym jelonku. Wymyślił i opisał setki historii, powołał do życia (zapewne) tysiące postaci – wiele z nich powraca na kartach różnych mang, zachwycając fanów niespodziewanymi cross-overami. Do końca życia pozostawał aktywny zawodowo, rysując i nadzorując prace w swoim studiu animacji. Tezuka zmarł na raka żołądka w wieku 60 lat, a jego ostatnie słowa miały brzmieć: „dajcie mi pracować…”.

Do księgarni wybrałyśmy Ayako – mniej znaną mangę Tezuki w przepięknym kolekcjonerskim wydaniu od Vertical, Inc. Zachwyca już sama minimalistyczna okładka – pomarańczowy karton z czerpaną fakturą i smukła postać nagiej Ayako. Tytułowa bohaterka jest najmłodszą – nieślubną – córką wpływowego rodu Tenge. Akcja rozpoczyna się w 1949 roku, gdy drugi syn Tenge, Jirō, wraca do Japonii po internowaniu przez Amerykanów. Zastaje nowy kraj – zubożałą Japonią pod okupacją Amerykańską – i nową sytuację w rodzinę. Każdy – matka, ojciec, rodzeństwo – skrywa jakąś tajemnicę, z których największą jest osoba czteroletniej Ayako. Sam Jirō również ma drugie oblicze – jest amerykańskim szpiegiem, o czym dowiadujemy się już z pierwszych stron komiksu. To właśnie te rodzinne i polityczne ciemne sprawki doprowadzą do tego, że Ayako zostanie na większość swojego życia zamknięta w niewielkiej komórce – a gdy uda jej się wydostać, jako młoda kobieta odkryje nieznany, fascynujący, ale także okrutny świat.

Ayako Osamu Tezuki to nie tylko wciągająca historia upadającego arystokratycznego rodu w powojennej Japonii i pełna suspensu historia szpiegowska, ale też celna krytyka społeczna – sama Ayako może w pewien sposób symbolizować i społeczeństwo japońskie po wojnie, i japońskie kobiety nierzadko sprowadzane do poddańczej roli.

Shigeru Mizuki (1922-2015): SHOWA 1939-1944 A History of Japan

Shigeru Mizuki jest właściwie równolatkiem Osamu Tezuki i podobnie jak Tezuka jest jednym z najpopularniejszych na wyspach twórców komiksów. Mizuki zasłynął przede wszystkim jako twórca yōkai manga ­– komiksów o duchach, demonach i potworach. Autor czerpał ze znanych legend i kaidanów, zabarwiał je własną inwencją i tworzył postacie, takie jak Kitarō, pół-chłopiec, pół-yōkai z mangi Hakaba no Kitarō, później przemianowanej na serię Gegege no Kitarō.

Shigeru Mizuki jako twórca ma też drugie oblicze. Podczas drugiej wojny światowej stacjonował w Papui Nowej Gwinei. Tam zapadł na malarię – szpital polowy, w którym dochodził do siebie został zbombardowany, a Mizuki stracił rękę. Szczęście w nieszczęściu, nadal mógł rysować. Wiele ze swoich wojennych wspomnień zamienił na komiksy i powieści graficzne. W tym dzieło, które urzekło nas wyjątkowo: czterotomową historyczną serię SHOWA: A History of Japan, opisującą historię Japonii w latach 1926-1989.

Każdy z tomów SHOWY można z powodzeniem czytać jako zamkniętą całość. Drugi tom, który znajdziecie w Tajfunach, SHOWA 1939-1944, skupia się bezpośrednio na latach wojny – znajdziemy w nim historię samego autora, wezwanie do wojska, wyjazd na Rabaul w Papui Nowej Gwinei, walkę nie tylko z wrogimi siłami, ale z ciężką dyscypliną japońskiej armii. Wydawnictwo Drawn and Quarterly zdecydowało się na duże, książkowe wydanie – i bardzo słusznie, bo skrupulatnie oddane detale i rozmach w scenach batalistycznych zaskakuje. Shigeru Mizuki kojarzy się z nieco „luźną”, dziecięcą kreską, tutaj jednak wojenna rzeczywistość odzwierciedlona jest z niezwykłą pieczołowitością. Nie zabraknie też w tej trudnej historii małego comic-reliefu: naszym narratorem i przewodnikiem jest bowiem Nezumi Otoko, Człowiek-Szczur, przyjaciel Kitarō.

Jirō Taniguchi (1947-2017): Samotny smakosz oraz Idący człowiek

Na koniec twórca pokolenie młodszy i co ważne, dostępny w tłumaczeniu na polski – Jirō Taniguchi. Taniguchi był mangaką niezwykle docenionym na zachodzie – wielokrotnie nagradzanym w Angoulême, stolicy europejskiego komiksu, a przez meksykańskiego reżysera Guillermo del Toro nazwanym „Kieślowskim na papierze”. Prace Jirō Taniguchiego do Polski zdecydowało się sprowadzić wydawnictwo Hanami i warto po nie sięgnąć. Szczególnie, jeśli manga do tej pory nie była waszym ulubionym medium.

Samotny smakosz, komiks, który Taniguchi stworzył we współpracy z Masayukim Kusumim, to zbiór historii o podróżującym po Japonii przeciętnym salarymanie, który w różnych miejscach i różnych sytuacjach siada na chwilę, by zjeść – a to lokalną specjalność w tętniącej od klientów knajpce, a to smakołyk na szybko ze straganu. Jest samotnym smakoszem, więc jeśli już rozmawia to z kucharzem, sąsiadem przy ladzie lub sam z własnymi myślami. Skupia się na jedzeniu, na docenianiu smaku i wyglądu potrawy, na lokalnym kolorycie miejsca. Wydawało by się, że to wręcz za prosta formuła by działać – a jednak, nie dość, że manga jest w Japonii bestsellerem, to na jej podstawie TV Tokyo wyprodukowało serial pod tym samym tytułem, który doczekał się aż 7 sezonów.

Podobnie prosta (a może jeszcze prostsza) formuła sprawdza się doskonale w komiksie Idący człowiek. Tak, jego bohater po prostu spaceruje – czy to z psem, z żoną czy sam. Czasem zatrzyma się, żeby przyjrzeć się mijanym przechodniom, czasem zaintryguje go drzewo. Jednym razem się śpieszy, innym idzie powoli. To niezwykle refleksyjna, relaksująca opowieść, w której pierwsze skrzypce grają przepiękne – ale też jakże normalne – pejzaże japońskiego miasta. Ulice i alejki, parki, wały, domy, słupy telegraficzne. Nic nadzwyczajnego, a jednak spacerowanie po stronach tego komiksu zostawia w czytelniku przedziwnie ciepłe i błogie uczucie.  

« Książka na ekranie: Eileen Chang
Dookoła Zmierzchu: polecane książki »