Nasze ulubione książki 2019 roku

Tajfunowa ekipa podsumowuje swój czytelniczy rok – chcecie wiedzieć, jakie tytuły podobały się nam najbardziej? Dajcie nam znać, czy pokrywają się z Waszymi! No i przy okazji przypominamy też nasze podsumowanie 2018.

Karolina

Jeszcze kilka dni temu byłam przekonana, że w tym roku wcale tak dużo nie przeczytałam – okazało się jednak, że poza masą pojedynczych opowiadań i fragmentów po japońsku, przeczytałam w całości prawie 60 książek.

Z non-fiction najbardziej wrył mi się w pamięć zbiór esejów What We Talk About When We Talk About Rape o kulturze gwałtu i świetna książka o nierównościach społecznych z Singapurem w roli głównej – This Is What Inequality Looks Like. Ach, i oczywiście roztrzaskujące głowę Wave Sonali Deraniyagali.

Z nieazjatyckich klimatów: Dom z dwoma wieżami Macieja Zaremby Bielawskiego, Mięcho Anety Żukowskiej. Z literatury pięknej kapitalne Zielone sari Anandy Devi (to książka z Mauritiusu, więc możemy ją troszkę podciągnąć do Azji?)

Wróćmy jednak do literatury pięknej z Azji, dzięki której zawędrowałam w kilka fantastycznych miejsc – jednym z moich topowych doznań była tajska powieść The Blind Earthworm in the Labyrinth. Niezwykle wciągnęła mnie też Not a Virgin indonezyjskiego pisarza Nurila Basriego (z którym zresztą przypadkiem miałam okazję porozmawiać osobiście o książce niedługo po jej skończeniu), która – mam nadzieję – pojawi się niedługo na tajfunowych półkach. Spokój wprowadziła we mnie lektura zbiorku opowiadań An Empty Room Mu Xina. Wciągnęłam się też w narrację Snu wioski Ding. Za to z literatury tajwańskiej najdłużej zostanie we mnie Wang Ting Kuo i jego My Enemy’s Cherry Tree.

Z japońskich rzeczy, których nie znam niemalże na pamięć, bo je redagowałam (ekhem, Zmierzch, ekhem Ukochane równanie profesora), nieźle ubawiłam się przy lekturze książek Ryū Murakamiego. Świetnym odkryciem było też Tokyo Ueno Station Yū Miri. Wróciłam do innych książek Yōko Ogawy – przeczytałam też chwilę po premierze The Memory Police – i powiem to głośno: tracę wobec jej pisarstwa obiektywność i mam nadzieję, że w Tajfunach wydamy jeszcze jej niejedną rzecz.

No i troszkę rzeczy po japońsku, do których przymierzamy się wydawniczo i niedługo będziemy ogłaszać pierwsze zapowiedzi. Ale ciii.


Ania

Strasznie się cieszę, że większość książek, które przeczytałam w 2019 roku i naprawdę mnie zachwyciły to tytuły, które w tym i w przyszłym roku będziemy dla Was wydawać w Tajfunach. Żeby podtrzymać trochę napięcie (ale i dlatego, że nie wszystkie umowy wróciły jeszcze na moje biurko), zatrzymam je jeszcze przez jakiś czas te tytuły w tajemnicy. Pominę również wielokrotnie czytane tajfunowe wydania, choć polecam je zawsze i każdemu.

Ten rok należał zdecydowanie do pisarek.  Tokyo Ueno Station Yu Miri rozbiło bank, gdy tylko pojawiło się u nas na Instagramie (do dziś taki wysyp wiadomości, lajków i komentarzy nazywamy „fenomenem Tokyo Ueno”). I zgadzam się, że ten hype jest całkowicie zasłużony – to bardzo ciekawa powieść, w formie i w treści, i warto sięgnąć po nią zwłaszcza teraz, w kontekście zbliżających się Igrzysk Olimpijskich w Tokio.

W ramach Tajfunowego Kalendarza Adwentowego wprowadziłyśmy na półki The Memory Police „naszej” autorki Yōko Ogawy – jedną z tych powieści, które po przeczytaniu zostają w głowie i aż proszą się, żeby je analizować po raz kolejny i kolejny, a z biegiem czasu coraz bardziej doceniamy, jak są dobre. Z wielką przyjemnością przeczytałam też Yukiko Motoyę – jej zbiór opowiadań Picnic in the Storm ukazał się w angielskim wydaniu pod koniec 2018 roku. Ja znalazłam czas na nią dopiero w tym roku. Zabawne, momentami surrealistyczne, bardzo współczesne, spodobały mi się na tyle, że sięgnęłam również po inne teksty autorki już po japońsku.  

Nie zawiodła mnie też Yiyun Li i wydana w tym roku jej krótka powieść Where Reasons End. To nie jest książka dla każdego, ale myślę, że może zachwycić wiele osób z wielu różnych powodów. To bardzo prywatny i emocjonalny zapis straty, próba poradzenia sobie z żałobą – rozmowy matki z „duchem” zmarłego tragicznie nastoletniego syna (syn Yiyun Li odebrał sobie życie w 2017 roku). Dla każdego z nas, kto przeżył utratę kogoś bliskiego, ta książka może wybrzmieć bardzo głośno i bardzo znajomo. To także tekst, który zachwyci każdego, kto interesuje się językiem i słowami – kto sam pisze, tłumaczy, czy po prostu hobbystycznie czyta, no i mówi.

Nikolai żyje tak długo, jak w długo w głowie jego matki brzmią jego słowa – słowa, które dla niej są drugim językiem, którego musiała się nauczyć na emigracji, i które stały się jej narzędziem pracy, a które dla niego były naturalne jak powietrze, którym oddychał, bo urodził się i wychował już w kulturze języka angielskiego. Większość sprzeczek i słownych przepychanek dotyczy właśnie tego, co i jak mówimy. Nie dziwię się, że Where Reasons End znalazło się w wielu zestawieniach najlepszych książek roku, między innymi w Timesie, tuż obok The Memory Police i China Dream Ma Jiana.

W 2019 roku jakimś trafem sięgnęłam też wyjątkowo po komiks i powieść graficzną – obie te lektury okazały się strzałem w dziesiątkę. Pink Kyoko Okazaki to manga dla dziewcząt jednej z najpopularniejszych autorek shōjo-manga; jednotomówka (może to mnie tak do niej przekonało – mogłam przeczytać ją w ciągu jednej soboty), która pokazuje Japonię u szczytu ekonomicznego boomu, a więc świat jak z bajki, która dawno się skończyła. Zaskoczyła i oczarowała mnie swoim humorem i dystansem. Z kolei singapurski The Art Of Charlie Chan Hock Chye zachwycił mnie konstrukcją i pomysłem (biografia wymyślonego artysty komiksowego, który opowiada o swoim życiu jako starszy mężczyzna, ze współczesną historią Singapuru w tle) oraz ilością przeróżnych stylów (komiksu, grafiki, obrazów – prac zmyślonego Charliego na różnych etapach życia). Z tą książką można spędzić długie, długie wieczory – przeglądając wszystkie detale, czytając szkatułkowe komiksy w komiksie i poznając historię Singapuru – i ja też pewnie nie raz będę do niej wracać.  

Nie mogłam odmówić sobie również powrotu do Wiedźmina – wracam do kolejnych tomów sagi raz na jakiś czas, a tuż po skończeniu serialu, w ostatnich dniach 2019 roku, chwyciłam za Ostatnie życzenie.


Paulina

Chwilę po powrocie ze Świąt do Warszawy, spojrzałam na mój regał z książkami, i próbowałam sobie przypomnieć, od którego tytułu rozpoczęłam 2019 rok. Zajęło to dłuższą chwilę, ale jak już znalazłam tę książkę, zaczęłam się z siebie śmiać. Była to powieść Scandal napisana przez mojego ukochanego autora – Endō Shūsaku; jedna z pierwszych, jakie kupiłam w Tajfunach. Ale nie samym Endō człowiek żyje!

Nie jestem wielką fanką krótkiej formy, ale zeszły rok został wyjątkowo zdominowany przez…zbiory opowiadań. Z niejapońskich, największe wrażenie zrobiło na mnie Flowers of Mold Ha Seong-nan – opowiadania są po prostu genialne i tak wciągające, że przy niektórych z nich siedziałam do 5 rano, bo nie mogłam się oderwać! Kolejny tytuł, który był absolutnym zaskoczeniem to przywieziony przez Karolinę zbiór singapurskich Lion City napisany przez Ng Yi-Shenga. Bardzo do myślenia dał mi też zbiór opowiadań napisany na początku dwudziestego wieku, kiedy Korea była japońską kolonią – The Underground Village Kang Kyeong-ae.

Jeśli chodzi o japońskie zbiory opowiadań, lista jest naprawdę długa, ale postanowiłam wybrać te tytuły, które najbardziej utkwiły mi w pamięci. Przepięknie ilustrowana antologia 25 opowiadań czołowych japońskich pisarzy Modern Japanese Short Stories, zebrane przez Ivana Morrisa, bez wątpienia znajduje się wysoko na mojej liście. Niezwykle wzruszający okazał się też drobny zbiór The Cake Tree in the Ruins Nosaki Akiyukiego, autora opowiadania Grobowiec świetlików, na podstawie którego powstała słynna animacja studia Ghibli. Moja lista byłaby niepełna, gdyby nie znalazło się na niej coś niepokojącego i „creepy” i właśnie takie było Toddler-Hunting & Other Stories autorstwa Taeko Kōno. Pod koniec roku (na deser) przeczytałam kolejny raz Gąsienicę Ranpo Edogawy, żeby znów wybrać się na wędrówkę po mrocznych zakamarkach ludzkiej psychiki – jeden z moich ulubionych tematów i to w stylu retro!

Poza tym, że odnajduję się w depresyjnych i ciężkich tematach poruszanych w twórczości wielu azjatyckich pisarzy, miłym zaskoczeniem i odskocznią było A Hero Born Jin Yonga – saga, która całkowicie mnie pochłonęła, bo chwilę później sięgnęłam po drugim tom, A Bond Undone i nie mogę doczekać się kolejnej, trzeciej części, która ma wyjść pod koniec stycznia. Kiedyś zaczytywałam się w powieściach z gatunku fantasy i to, co mnie skusiło do przeczytania tej serii, to porównanie do Władcy Pierścieni – uważam, że mało trafione; nie oznacza to jednak, że A Hero Born okazało się mniej ekscytującą przygodą.

Na koniec chciałabym poświęcić trochę miejsca autorce, która wywróciła mój świat do góry nogami – Yōko Ogawie. W lipcu 2019 roku, Tajfuny wydały pierwsze polskie tłumaczenie Ukochanego równania profesora. Ciepło bijące z tej książki i więzi, jakie główni bohaterowie tworzą, chwyciły mnie za serce i wzruszyły do głębi. Nic dziwnego, że ta książka od lat jest bardzo lubiana i doceniana w Japonii – wygląda też na to, że równie mocno pokochali ją polscy czytelnicy.

Zachęcona stylem i wrażliwością autorki sięgnęłam po The Memory Police. Nie spodziewałam się jednak zwrotu o 180 stopni wobec tego, do czego Ogawa zdążyła mnie przyzwyczaić w Ukochanym równaniu profesora. Lektura tego tytułu z naszego Tajfunowego Kalendarza Adwentowego była dla mnie emocjonalną karuzelą i mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że to właśnie twórczość Yōko Ogawy dla mnie największym hitem zeszłego roku. Ciągle lobbuję za tym, żeby Tajfuny wydały jej kolejne książki i chyba wygląda na to, że mi się udało 🙂

Tajfuny

Tajfuny

Zobacz inne wpisy:

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *