Dlaczego warto kupować w księgarniach kameralnych?

Żeby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego współpraca z księgarniami kameralnymi jest dla nas taka ważna, musimy cofnąć się o krok albo dwa w tył – i pokrótce wytłumaczyć, dlaczego książki kosztują tyle, ile kosztują.

Cena okładkowa?

Jak pewnie zauważyliście, w Tajfunach sprzedajemy wszystkie książki w cenach okładkowych. Nie robimy zniżek ani promocji, nie rozdajemy rabatów – jedynym wyjątkiem były moje urodziny, z okazji których obowiązywało przez cały dzień 10% rabatu na tajfunowe tytuły. Po prostu bardzo zależało mi na tym, żeby zachęcić nowe osoby do spróbowania azjatyckiej literatury i zrobiłam to w ramach wyjątku. Taka okazja pewnie długo się nie powtórzy.

Jesteśmy niszowym wydawnictwem i księgarnią i nigdy nie będziemy mieć szansy w wojnie cenowej. Ani wcale nie chcemy w niej brać udziału, bo każdą książkę wyceniamy uczciwie. A produkcja dobrej książki kosztuje: w Tajfunach pracuje 5 osób zatrudnionych na umowę o pracę, płacimy uczciwie i na czas tłumacz(k)om i chciałybyśmy, żeby stawki jeszcze rosły, współpracujemy z cudownymi grafikami, redaktorami językowymi i korektorkami. Przykładamy wagę do redakcji i designu i druku. A do tego dochodzą koszty ogólnowydawnicze – kupowanie praw, obsługa biura, czynsz, prąd, domena, zlecenia dla informatyków, i tak dalej…

Ale dlaczego jeszcze nie robimy przecen? Bo nie chcemy konkurować cenowo z innymi księgarniami. Z naszej perspektywy jest to dość niefajne, kiedy wydawnictwo sprzedaje swoje książki po hurtowych cenach bezpośrednio klientom, często taniej, niż dana książka kosztuje w hurtowni. Czemu wtedy księgarz czy księgarka mieliby czytać ten tytuł, wystawiać go na wystawce i angażować w jego sprzedaż? 

Weźmy sobie książkę za 45 złotych, Układ(a)ne. Po odliczeniu 5% VAT zostaje nam 42,86 zł. Około 23,5 zł z tego (~55%) na starcie zabiera hurtownia za dystrybuowanie u siebie tego tytułu. Książkowe sieci-molochy potrącają jeszcze parę więcej oczek. W hurtowni księgarnie kupują książki z około 35-40% rabatem. 

Na pierwszy rzut oka to dużo. 35%, 40% dla księgarza? Wow. 

Ale 35% z 42,86 zł to 15 zł. 40% to 17 zł. Tyle “zarobi” księgarz, sprzedając tę książkę – mówimy tutaj o przychodzie, bo przecież musi opłacić jeszcze czynsz, ZUS, zapłacić ludziom za pracę, dokształcać się, zapłacić rachunki, a gdyby jeszcze chciał organizować wydarzenia, robić fajne social media czy zdjęcia, to koszty tylko rosną. Same wiemy, że czasami ktoś przychodzi do księgarni i rozmawiamy z nim godzinę i nie kupi nic. Czasami długa rozmowa skończy się kupnem książki za 29 zł, na której zarabiamy 8-9 złotych. Ale nie wciskamy nikomu kitu, na naszych półkach – jak i na półkach wielu kameralnych księgarni – nie znajdziecie książek, które są po prostu mega słabe. 

Gdybyśmy na start dawały 40 czy 50% zniżki, jak to robią niektóre wydawnictwa, strzelałybyśmy w kolano wszystkim księgarniom, które robią tak wiele dla promocji czytelnictwa i kultury w Polsce. No i byłybyśmy przy tym potężnymi hipokrytkami – same jesteśmy czasami naprawdę sfrustrowane, kiedy okazuje się, że sprzedajemy książkę jakiegoś wydawnictwa w cenie okładkowej, piszemy o niej na social mediach (czyli któraś z nas musiała ją przeczytać, pozaznaczać najlepsze fragmenty, wybrać cytat, zrobić zdjęcie), po czym wiemy, że wiele osób po naszej polecajce… kupi ją w sieciówce lub na stronie wydawcy. No bo czemu by nie, jeśli jest taniej?

Jak działają księgarnie kameralne?

To księgarnie kameralne organizują spotkania, kluby czytelnicze, są aktywne na mediach społecznościowych i doradzają, co warto przeczytać. Często rezygnują tym samym z jakichkolwiek zysków, bo kiedy zapraszają do siebie autora na spotkanie autorskie i chcą mu za to uczciwie zapłacić, to musieliby sprzedać naprawdę wiele egzemplarzy danego tytułu. Sieciówki biorą za położenie książki na stole kilkanaście, nawet kilkadziesiąt tysięcy, płaci się nawet za to, że książka na półce stoi przodem, a nie tylko bokiem (tak, istnieje oficjalny cennik, nie jest to żadna tajemnica). Słyszymy od wydawców, że “tak już jest”, że to normalne, że książki wracają z sieciówek w opłakanym stanie i czasami jedyne, co można z nimi zrobić, to je dosłownie zmielić. Ale my nie wyobrażamy sobie tak traktować książek, w które włożyłyśmy tyle pracy.

Sporo dużych wydawnictw organizuje przedsprzedaż w sieciówkach albo robi to na swojej stronie z potężnym rabatem. Tym samym mało który księgarz nawet chce zamówić sporo egzemplarzy do siebie – po co ma “mrozić” swoje fundusze w książce, która i tak jest dostępna prawie o połowę taniej gdzieś indziej, a na jego półki trafia po kilku tygodniach w sieciówce, którą stać na ogromną promocję?

Dlaczego tajfunowe książki pojawiają się najpierw w księgarniach kameralnych?

Kiedy postanowiłyśmy robić przedsprzedaż w księgarniach kameralnych (już przy Zmierzchu, naszym pierwszym tytule), usłyszałyśmy, że to naprawdę zły pomysł. Że to biznesowy strzał w kolano. Że to bez sensu, bo księgarnie i tak upadną. Ale my też jesteśmy księgarnią! Kiedy podróżujemy – po Polsce, czy za granicą – kierujemy swoje pierwsze kroki do księgarni. Kochamy książki – ich treść, pracę, którą wkłada w powstanie każdej z nich tyle osób, za papier, za zapach. I dlatego nie wyobrażamy sobie świata bez księgarń. I mamy nadzieję, że Wy też.

Jesteśmy świadome, że książki w Polsce są drogie. Drogie przede wszystkim, gdy porównamy cenę do minimalnej pensji godzinowej. W Polsce na książkę za 45 złotych trzeba pracować pracować cztery godziny za minimalną stawkę godzinową. W Niemczech czy w Anglii wystarczy godzina lub półtorej pracy, żeby pójść do księgarni i wyjść z niej z nową powieścią (nie mówimy tutaj o albumach czy wydaniach w twardej oprawie).

Dlaczego tak jest? Bo cena okładkowa jest w Polsce często fikcją. To kwota, od której odejmuje się 30 czy 40% na starcie, żeby kusić nas “promocją”. Nikogo nie obchodzi czy ta książka się Wam spodoba czy nie, czy przeczytacie ją czy nie, grunt, żeby więcej sprzedać. Ale my w Tajfunach ani zaprzyjaźnieni z nami księgarze nie wychodzimy z takiego założenia. Bo dla mnie źródłem największej satysfakcji jest moment, kiedy klient wraca do nas i wiemy już, że będzie wpadał do nas regularnie – nieważne czy do naszej księgarni stacjonarnej na Chmielnej czy online. 

Nie byłybyśmy w stanie się utrzymać, gdybyśmy sprzedawały wszystkie książki w szerokiej dystrybucji. Albo musiałybyśmy sprzedać ich dwa razy więcej, żeby to jakoś miało sens. Ale właśnie dzięki Waszemu wsparciu, dzięki temu, że kupujecie bezpośrednio u nas w pełnej cenie albo w innych księgarniach kameralnych, możemy dalej robić to, co robimy. Wydawać i planować kolejne rzeczy, bez utraty jakości (a jeśli czytaliście jakieś nasze książki to wiecie, że mamy na tym punkcie niezłego fizia).

Czym w ogóle jest ta “szeroka dystrybucja”?

No i czy to źródło samego zła? Wręcz przeciwnie! To ważne, żeby książki danego wydawnictwa były łatwo dostępne. Przeciętna księgarnia sprzedaje tytuły dziesiątek jeśli nie setek wydawnictw i nie byłoby to możliwe, żeby od każdego wydawcy zamawiać książki bezpośrednio – po to właśnie istnieją hurtownie. Nasze książki też lądują w hurtowniach, tylko tydzień lub dwa później. Zależy nam na tym, żeby jak najwięcej egzemplarzy sprzedało się w księgarniach kameralnych, zanim w hurtowni kupią ją sieciówki i zaczną zbijać jej cenę.

Same też jako księgarnia kupujemy książki w hurtowniach – są wydawcy, którzy nie chcą sprzedawać książek bezpośrednio z różnych powodów, na przykład dlatego, że nie magazynują książek w siedzibie wydawnictwa. Ale przede wszystkim – to naprawdę sporo roboty (my musiałyśmy do opieki nad księgarniami zatrudnić osobę! Nie jest to tanie rozwiązanie, ale nam z nim dobrze! ) Uzupełniamy braki magazynowe na bieżąco, więc a to brakuje jeden egzemplarz tego tytułu, a to tamtego i nagle zbiera się całkiem spory koszyk. 

Z perspektywy wydawnictwa nie ma wielkiego znaczenia czy w hurtowni książki kupi mała księgarnia czy książkowy moloch. Ale nam zależy na tym, żeby rynek książki w Polsce nie był toksyczny, żeby to, co się dzieje, kto co promuje i co do kogo należy było transparentne. Żeby było miejsce na promowanie literatury ambitnej, nie tylko tego, co się sprzeda. Żeby czytelnicy byli świadomi, że kiedy my wykładamy książkę na witrynkę to dlatego, że ją lubimy, a nie dlatego, że ktoś skorzystał z jakiegoś specjalnego cennika.

Prowadzenie działalności wymaga czasami wyboru mniejszego zła. Nie ma rozwiązań idealnych. Jasne, wolałabym, żeby wszystkie nasze książki sprzedawały się u nas i w zaprzyjaźnionych księgarniach – ale wiem, że to niemożliwe. Albo inaczej – nie dałybyśmy rady się wtedy utrzymać. Zależy nam też zresztą na dotarciu do szerokiej grupy odbiorców, chcemy udowodnić, że literatura azjatycka to wcale nie nisza. Przecież w Azji Wschodniej (od Indii do Japonii, od Mongolii poprzez Indonezję) mieszka połowa ludzi na świecie! 

Podsumowując – hurtownie/dostawcy to też ważny element układanki. Ale ostatecznym punktem styczności z daną książką jest księgarnia – a my zachęcamy do zajrzenia do fajnej księgarni w Waszej okolicy. No i do nas oczywiście!

Dlaczego jeszcze księgarnie kameralne są super?

Bo wspierają (uwaga, długie słowo!) biblioróżnorodność. Co to oznacza? Że oprócz nowości i bestsellerów, znajdziecie w nich też tytuły niszowych wydawnictw, książki, które są już niedostępne, tomiki poezji, niezależne magazyny czy ziny. Dobre księgarnie to te, które odzwierciedlają zainteresowania księgarza i księgarki – zagadajcie kiedyś o ulubiony tytuł, usiądźcie na fotelu czy na krześle i słuchajcie. Wtedy będziecie wiedzieć, że jesteście w księgarni, a nie w sklepie z książkami.

Dorzućmy do tego jeszcze lokalność. Cała sytuacja z pandemia pokazała, że musimy nauczyć się myśleć bardziej lokalnie. Kiedy powinniśmy unikać komunikacji miejskiej, miło byłoby móc wyjść na krótki spacer i kupić wszystko, co potrzebne nam do przeżycia. Nawet w Warszawie jest wiele dzielnic, w których nie ma ani jednej księgarni (!). Nie mówiąc już o miastach czy miasteczkach, gdzie nie ma żadnych sensownych księgarni poza jakimś dyskontem. To efekt wielu lat pogarszania się sytuacji na rynku. I choć jesteśmy świadome tego, że do naprawy sytuacji potrzebujemy przede wszystkim zmian systemowych, nasze indywidualne wybory też mają sens. To dzięki Waszym indywidualnym wyborom istniejemy (i rozwijamy się) my.

Coraz więcej mówi się o podejmowaniu świadomych konsumenckich wyborów –  my staramy się tak samo podejmować świadome biznesowe wybory. Kto wie, może i zarobiłybyśmy więcej, sprzedając od razu w sieciówkach. A może wcale nie. Słyszymy, że spędzanie x miesięcy na redakcji jest bez sensu, a i tak to robimy. O tym, jak radzimy sobie w związku z COVID-19 opowiemy Wam innym razem, ale – nie zwolniłyśmy nikogo ni nie obcięłyśmy żadnej pensji. Bo najważniejsi dla nas są ludzie. 

Księgarnie kameralne to dla nas właśnie ludzie. Nie cenniki wysyłane z automatu, tylko żarciki w prywatnych wiadomościach. To zdjęcia naszych tytułów na wystawce, anegdoty, fajne spotkania. Mamy nadzieję, że Wam też wizyta w Tajfunach czy rozmowy z nami na targach czy na Instagramie kojarzą się właśnie tak. Bo dopiero wtedy będziemy miały poczucie, że wykonujemy swoją pracę dobrze.

Może to naiwne, ale wierzymy, że przede wszystkim jako biznes musimy starać się kreować świat, w jakim chcemy żyć. Podejrzewam, że lubicie książki (w końcu tu jesteście!), więc jeśli zazwyczaj kupujecie w sieciówkach, spróbujcie kiedyś zajść do księgarni w Waszej okolicy albo zamówić coś online w księgarni, którą obserwujecie (może u nas?). My jako Tajfuny nie chcemy i nie będziemy brać udziału w wojnie cenowej – wolimy poświęcić tę energię na gadanie o książkach i tworzenie kolejnych.

A jeśli już kupujecie w kameralnych księgarniach albo wręcz przeciwnie – kupujecie książki bardzo rzadko, bo wolicie korzystać z bibliotek albo nie możecie sobie na takie zakupy pozwolić – podajcie informację o fajnych miejscach dalej. Niech niesie się wieść, że księgarnie jeszcze nie umarły, a wręcz przeciwnie – że w Polsce jest nadal grupa zakręconych bibliofilów, którzy mogą z Wami rozmawiać o książkach godzinami. Listę księgarń, w których możecie kupić tajfunowe tytuły, znajdziecie tutaj. Zajrzyjcie też koniecznie na Facebookowy profil Książki Kupuję Kameralnie.

Mam tylko nadzieję, że udało mi się wytłumaczyć, dlaczego jest to dla nas takie ważne. Z chęcią odpowiemy na wszelkie Wasze pytania, posłuchamy się Waszych sugestii. Jesteśmy tu przede wszystkim dla Was ♡

Karolina Bednarz

Karolina Bednarz

Sprawczyni całego zamieszania. Japonistka, reportażystka i miłośniczka dobrych książek. Autorka reportażu "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" i bloga W krainie tajfunów.

Zobacz inne wpisy:

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *